Dziś planowałam napisać o czymś innym, ale co się odwlecze to nie uciecze :-)
A dzisiaj słów kilka o namawianiu. Matyldo! Jak ja tego nie znoszę!!!!!! A jak postanawiam zrezygnować z pewnych produktów mam wrażenie, że inni mnie sprawdzają czy wytrwam. Ile razy można powtarzać, że nie ma się na coś ochoty lub czegoś się nie je. I te argumenty: "jeden kawałek nie zaszkodzi", "w gościach się nie odmawia", "jutro zjesz mniej i się wyrówna", " tyle się napracowałam przy tym", " co ja teraz z taką ilością jedzenia zrobię, będę musiała wywalić", "spróbuj choć odrobinkę" itd., itp. A i na wszelki wypadek jeszcze do domu zapakują. Ludzie błagam zrozumcie jak mówi NIE to znaczy NIE!!! Teraz rozumiem co czują osoby, które przestały np. pić alkohol.
Najlepsze jest to, że te same osoby, które namawiają mnie na jedzenie dostrzegają problem nadprogramowych kilogramów. Zaraz potem pada hasło typy: " no, trochę przytyłaś", " w sukience lepiej wygląda się, jak się ma nadwagę, można więcej zatuszować", "ostatnio schudłam 3 kilo", "ważę 66 kg" (chyba nie oczekujesz, że powiem Ci ile ja ważę :-p ). To na prawdę jest dobijające. Chciałabym w takich sytuacjach usłyszeć słowa szacunku dla moich decyzji i wsparcia.
Dziś z jedzeniem był trochę większy luz z racji rodzinnej imprezki. Ale dałam sobie na nie pozwolenie :-)
8.15 chleb sojowy (2 kromki) z masłem i miksem sałat, 1,5 jajka na miękko- twardo i papryka.
11.00 sałatka owocowa: banan, jabłko, pomarańcza, jogurt naturalny i otręby.
14.30 indyk po indyjsku, ryż ( niestety biały- byłam przekonana, że mam brązowy a tu zonk).
18.00-20.00 kawa z mlekiem i 1/2 łyżeczki cukru, 2 kromki chleba, sałatka ( jajka, ananas, szynka, seler konserwowy, sos majonezowy), szynka (1 plaster), galareta drobiowa, ogórki z curry, barszcz czerwony i mały pasztecik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz