Z racji tego, że to nie moja pierwsza walka z przeklętymi kilogramami trochę już poczytałam, słyszałam. Mam pomysł i ogólne założenia. (Choć chyba powinnam zacząć od dietetyka, ale to jednak kasa). Dodatkowo kopa mi dał program Kasi Bosackiej (którą bardzo cenię) WIEM CO JEM NA DIECIE. Będę go śledzić i czerpać inspiracje (to właśnie dzięki temu programowi pisze te krótkie notatki.
Założenia mam takie:
- 5 posiłków;
- co mniej więcej 3-4 godziny;
- więcej białka;
- woda (2l to pewnie nie dam rady, ale 1,5 powinnam);
- więcej warzyw;
- owoce tylko w pierwszej części dnia,
- śniadanie zawsze,
- kolacja ok 2 godziny przed snem.
I cóż dziś mi się trochę posypały :-( Muszę to jakoś tak dobrze z pracą pogodzić, bo w różnych dniach, w różnych godzinach pracuje i nie zawsze jest możliwość zjedzenia posiłku w określonym czasie. Po dzisiejszym dniu mam taki wniosek, że bardziej muszę planować jedzenie. No i jeszcze obiady... pewnie nie będą dietetyczne i zgodne zawsze z wymogami diety bo obiady są dla całej rodziny i nie zawsze jest możliwość i czas by ugotować 2 różne obiady.
Dzisiaj wyglądało to tak:
7.00 miska twarożku z rzodkiewką, szczypiorkiem, jogurtem naturalnym; 2 kromki chleba z soją z masłem
9.00 kawa z mlekiem i stawią
11.30 sałatka jarzynowa (kupna, niestety z majonezem, ale firma sprawdzona) , 3 wafle "styropianki"
14.00 banan i pół jabłka
16.15 indyk po indyjsku (kochany mąż zrobił), ryż (niestety biały)
21.00 (ałłłłłłłłłłłłłł!!!- córka nie chciała spać) miseczka gotowanej ciecierzycy (to chyba białko?), plaster sera feta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz