środa, 30 marca 2016

Bilans tygodnia - ZERO!!!!!

Święta minęły jak zwykle szybko. Została pełna lodówka, choć obiecywałam sobie, że nie zrobię dużo by się nie zmarnowało. Wkurzam się bo jednak trochę jedzenia nam się marnuje :-(

Dziś cotygodniowe ważenie. Po świętach aż bałam się wchodzić na wagę. A tu nawet miłe zaskoczenie  -91,2 kg! Czyli dokładnie taka sama jak tydzień temu. Bilans wyszedł na 0!!!!!

Jak przeżyłam święta? Chyba rozsądnie. Były odstępstwa od zasad, ale przecież od tego są święta.
1. Starałam się zachowywać przerwy między posiłkami. Wiadomo, że nie było to zawsze 3-4 godziny. Ale tak 2,5 się udawało.
2. Mniejsze porcje. No ciasta to sobie nie odmawiałam, spróbowałam każdego!!! Ale normalne kawałki kroiłam na pół lub mniejsze nawet części i...
3. Delektowałam się każdym kęsem.
4. Odpowiednie proporcje na talerzu. Np. obiad: najpierw dużo surówek, mięso i dodatek węglowodanowy; do sałatki, wędlina i już bez chleba.
5. Piłam. Z alkoholu tylko lampka wina, a tak to herbatki i woda.


Teraz trzeba wrócić na właściwe tory! A w lodówce jeszcze tyle pyszności!

A i upiekłam sobie jagielnik, by wyrzuty sumienia były mniejsze ;-) Dobry mi wyszedł!!!

sobota, 26 marca 2016

Przedświątecznie

Czas "zostaw, to na święta" się zaczął. Z racji tego, że większą część świąt spędzamy u jednych lub drugich rodziców postanowiłam, że dużo jedzenia kupować i robić nie będę by się nie zmarnowało. I tak zrobiłam sałatkę i trzy placki: trociniak (tortowy taki), babka ( z torebki) i jagielnik ( chyba się polubimy z kaszą jaglaną z tego przepisu http://www.pinkenvelope.pl/2015/01/ciasto-z-kaszy-jaglanej.html ). I zaczęły się pokusy.... Tu spróbować, to wylizać, a czy smaczne.... Oj ciężko będzie.... I stare nawyki wracają typu wieczorem po kawałeczku każdego ciasta. Pilnować się trzeba. Patrzę realnie: w czasie świąt nie schudnę. Teraz tylko nie przytyć.....Ale jak to zrobić????????

czwartek, 24 marca 2016

Do przodu

Jeeeeest!!!! Wczorajsze ważenie pokazało - 0,8 kg!!!!! A myślałam, że nic nie będzie. Nie powiem jak to zobaczyłam to humor mi się poprawił i jakoś energii przybyło. Zaczynam wierzyć, że mi się tym razem uda!!!!!

wtorek, 22 marca 2016

Walka

Wczoraj nic nie naskrobałam, bo usypiając córeczkę sama usnęłam, a jak wstałam to już późno było więc tylko prysznic i spanie.
Spostrzeżenia z dwóch dni - znowu mi się godziny jedzenia rozjeżdżają. Niestety w pracy nie zawsze jest możliwość by zjeść wtedy co wypada. I dalej brak mi pomysłów na fajne jedzonko. Kusić zaczynają słodycze i inne niezdrowe przekąski. Do głosu dochodzą stare przyzwyczajenia. Ale od jutra tydzień wolnego, więc walczę dalej.
Spotkałam dziś znajomą, która też ma problem z wagą. Ponarzekałyśmy jak nam ona przeszkadza, jak źle się z nią czujemy, jak bardzo nie lubimy zakupów ciuchowych. I pojawiła się konkluzja: czy tak ma być? Czy może taka nasza natura, geny i pora to po prostu zaakceptować? Ale jak źle się czuję i tego nie lubię, nie lubię tego jak wyglądam i chyba nie mam ochoty tego akceptować. Chcę to zmienić! A samo się nie zrobi!!!!!!!! Więc ja WALCZĘ!!!!!!!!!!!
Przyszły spodnie.. no cóż jeszcze trochę ciasne. Ale nie odsyłam ich! Wierzę, że już niedługo będą na mnie dobre. A poza tym, że mocno opięte to wydają się wygodne.
Budyń jaglany, który zrobiłam w niedzielę, zrobiłam w takich ilościach, że dopiero dziś skończyłam. Jest bardzo sycący i  trochę mało słodki. Ale już wiem jak go poprawić. Robiłam go tak. Kaszę jaglaną podprażam w garnku, dolewam wody (pół szklanki kaszy, szklanka wody). W połowie gotowania dałam daktyle ( następnym razem kilka więcej) i łyżeczkę oleju kokosowego i trochę wiórek kokosowych. Jak wystygła zmiksowałam ze szklanką mleka i 2 łyżkami kakao. Próbując dodałam jeszcze trochę miodu. Dziś jedząc ten mus-budyń przegryzałam go orzechami laskowymi. I to był hit! Następnym razem na pewno orzechy namoczę i zmiksuję z kaszą.
Święta się zbliżają wielkimi krokami. A że nie kupiłam sobie nic nowego do ubrania (bo chcę już coś w mniejszym rozmiarze, więc by poprawić sobie humor zrobiłam sobie hybrydy. Takie śliczne, pastelowe, turkusowe i różowe z efektem syrenki. Mała rzecz, a cieszy!!!

Wczorajsze jedzonko (godzin dokładnie nie pamiętam):
6.30 owsianka z jabłkami i cynamonem
10.00 kawa z mlekiem, chleb pełnoziarnisty z masłem, serek wiejski ze szczypiorkiem i papryką.
13.30 sok owocowy-smothie.
16.20 ziemniaki, rolada z piersi kurczaka ze szpinakiem i pasta z suszonych pomidorów, surówka z sałaty lodowej, kukurydzy i ananasa.
19.30 budyń jaglany.
Podjadałam orzechy laskowe.

I dzisiejsze:
6.30 budyń jaglany z orzechami laskowymi.
10.00 kanapka z wędliną i papryką.
12.30 kawa z mlekiem.
14.45 leczo z kiełbasą (z piersi kurczaka) i ryżem (niestety białym, bo zobaczyłam, że brązowy ma się 40 minut gotować a już bardzo głodna byłam).
19.45. kromka pełnoziarnistego chleba z pastą z suszonych pomidorów, wędliną i serem żółtym, sałatka (lodowa, kukurydza, papryka).

Jakoś boję się jutrzejszego ważenia...wydaje mi się, że nie będzie nic na minus. Oby nie było nic na plus...

niedziela, 20 marca 2016

Małe "co nie co".

W przeciwieństwie do wczoraj, dziś bardzo fajny dzień. Wyspałam się i tak jak planowałam w piątek trochę zwolniłam. I dziś sobie dogadzałam kulinarnie. Trochę nowości i wyszło pysznie.
Z plusów dnia dzisiejszego- bardzo przydatny odcinek "Wiem co jem na diecie". Napiszę o tym w najbliższych dniach.
Córka zrobiła sobie drzemkę w dzień, więc matka siadła do lapka i zamówiła sobie spodnie takie trekkingowe. Bo góry kocham, mam nadzieję, że w tym roku też tam pojedziemy. Liczę na to, że spodnie przydadzą się nie tylko w górach i że 46 rozmiar będzie dobry.
Korzystając z okazji, że mam trochę czasu dla siebie poszukałam ćwiczeń dla osób z nadwagą i otyłością i z 15-20 minut poćwiczyłam. No dobra 10 minut to rozgrzewka była. Ale to lepsze niż nic!!!!! Wyczytałam u blogerki Hrabianki, że warto zacząć od 10 minut i stopniowo zwiększać. Mały krok zrobiony.
I dzisiejsze przyjemności jedzeniowe:
7.30 2 kromki- jedna z serem żółtym, druga z filetem z indyka z papryką i kiełkami.
10.30 kawa z mlekiem, gruszka.
14.15 kasza gryczana nieprażona, filet z kurczaka z pastą z suszonych pomidorów, szpinakiem i mozarelą, surówka z pora i marchewki z łyżką śmietany.
17.30 małe "co nie co" czyli czekoladowy budyń z kaszy jaglanej. Mniam!!!! I zostało na jutro!!!
20.00 zupa kalafiorowa ze śmietaną (dojadanie po dziecku dlatego ze śmietaną).

sobota, 19 marca 2016

Mały kryzys

Dziś od rana nie szło dobrze. Jeszcze leżąc w łóżku miałam jakieś zawroty głowy. Nie wiem, może za szybko idą te kg i to przez to.... Córka wstała wcześniej niż w dzień pracujący bo przecież sobota. A jak ona nie śpi to i ja nie mam prawa. Podsumowując wstałam "lewą nogą". I prawie cały dzień jakaś taka rozlazła, rozmemłana. Liczyłam na to, że jak będę mniej ważyć, to będę mieć więcej energii a tu coś nie działa. Dotatkowo z córką dziś wyjątkowo nie mogłyśmy się zgrać. A i jeszcze jak to w podenerwowaniu organizm szuka starych sposobów, więc dziś odczuwałam duże ciśnienie na słodkie. Ale jakoś dałam radę!
Dzisiejsze menu:
7.00 parówki z szynki(2), chleb z soją z masłem i kiełkami, ketchup, musztarda.
10.00 kawa z mlekiem, placuszki owsiano-bananowe z do.
14.00 kasza gryczana niepalona, klopsiki w sosie pomidorowym, fasolka szparagowa. (Przemyciłam otręby zamiast bułki i len do klopsików).
17.00 kefir, marchewka.
21.30 zupa kalafiorowa z łyżką śmietany, garść paluszków (późno, bo usnełam).

piątek, 18 marca 2016

Przesilenie wiosenne

Jakoś od kilku dni obserwuje u siebie ciągłe zmęczenie, brak energii. Generalnie spadek formy. Usypiając córkę, "odlatuje" pierwsza. Teraz pisząc te słowa, też walczę z opadającymi powiekami. Mam nadzieję, że to jest związane ze zmianą pory roku, a nie zmianą mojego sposobu odżywiania. Wiele osób, z którymi rozmawiam narzeka na jakiś spadek formy. A może po prostu tempo życia jest tak duże, ciągle coś do zrobienia "na wczoraj", ciągle w biegu, szybko, szybko w pogoni za .... no właśnie za czym? W odpowiedzi na taki tryb życia pojawił się ruch SLOW. Wszystko spokojnie, celebrowanie chwili, przeżywanie życia a nie bycie w ciągłym biegu. Jutro weekend może to znak by trochę zwolnić?
A i dziś była aktywność fizyczna. Do pracy zamiast autobusem poszłam spacerkiem. Dziś miałam wyjątkowo później, więc mogłam sobie na taki spacerek pozwolić. Wg aplikacji endomondo przeszłam 2,4 km w czasie 28 minut. Lepsze 28 minut chodzenia niż nic lub prawie nic. Ale spociłam się strasznie :-(

Dzisiejsze menu:
7.00 jajecznica ze szczypiorkiem, chleb pełne ziarno (2) z masłem i kiełkami brokułu.
10.00 kawa z mlekiem, sałatka owocowa (pól banana, mandarynka, pomarańcza, 2 kiwi, otręby, jogurt naturalny).
13.30 i 14.20 marchewka ( przerwa w pracy za krótka, nie sądziłam, że 2 marchewki pokrojona w kawałeczki to aż tyle).
16.00 makaron pełnoziarnisty z sosem serowym i brokułami.
17.30 kawa z mlekiem.
19.30 łosoś w galarecie, chleb pełne ziarno, lampa wina.

czwartek, 17 marca 2016

Zwykły dzień

Dziś koleżanka zauważyła, że spodnie mi lecą, więc chyba już coś widać. Byłam dziś w starych bo wczoraj tak się ucieszyłam, że spodnie 44 są na mnie dobre, że jakoś nie dopatrzyłam, że są na mnie za długie. Brawo ja! :-) Ale krawcowa, skrócenia i będzie dobrze.
A w ogóle to zaczyna mi brakować pomysłu na jakieś fajne dania. Muszę poszukać jakiś fajnych przepisów. Jutro rano będą jajka bo już za mną "chodzą".
 
Dzisiejsze menu:
7.00 owsianka z jabłkiem i cynamonem - dziś wyjątkowo nie miałam na nią ochoty.
10.45 sałatka "chytra" ( kurczak, ananas,  kukurydza, sos majonezowy), chleb litewski (1)
13.30 sok warzywny.
16.00 ziemnaki, buraczki, pierś z szynką i serem.
20.00  chleb pełne ziarno (2), z masłem, serem kanapkowym, żółty ser, papryka, kiełki brokuła.

środa, 16 marca 2016

Dobre wieści z frontu :-)

Dziś środa! Mój dzień warzenia. I dzisiejszy wynik: 92 kg. Czyli w ciągu tygodnia 1,6kg. Banan na twarzy! Mam nadzieję, że nie za szybko i efektu jojo nie będzie.
A i ruch dziś był - okna w dużym pokoju umyłam. Liczy się???
I jeszcze zakupy. Na wyprzedaży w Tesco wyhaczyłam dzinsy za 29 zł. Patrzę na ro miary 48, 44. Środkowego 46 nie było. Ale myślę, zmierzę. Co mi tam. Ubieram 48 - za duże. Pewnie byłyby jak ostatnie gdzie przy najmniejszym ruchu zsuwają mi się. Z rezygnacją i bez przekonania mierzę 44. Weszłam!!!!! Nie będę udawać, że są luźne. Są dopasowane. Mogłyby być minimalnie luźniejsze, ale liczę że już niedługo będą!!!! Nie pamiętam kiedy zakupy "ciuchowe" nie powodawały u mnie depresji.
 
Jedzonko. Dziś za duże przerwy, brakło podwieczorka i za mało białka.
8.45 placuszki owsiano- bananowo- jabłkowe z sałatką: kiwi+mandarynka, kawa z mlekiem.
12.30 kawałek pizzy.
15.30 ziemniaki, surówka, pierś z szynką i serem w panierce ( mąż zrobił, a jak zrobi obiad to jem, ale mały kawałek).
20.30 zupa pomidorowa zabielana jogurtem z odrobiną makaronu.

wtorek, 15 marca 2016

Porządki wiosenne

Dziś krócej w pracy i choć za oknem śnieg jakoś tak powoli czuć zbliżającą wiosnę. A jak wiosna to porządki! Przy dzisiejszej pogodzie mycie okien odpadało. Padło więc na ubrania. Dziś tylko część przejrzałam. A ja "chomik" jestem, więc dużo ubrań trzymam "bo szkoda", " bo może kiedyś się w nie zmieszczę". Dziś do kosza poszło trochę ciuchów, ale takich co mi się już nie podobają lub mają mocno określony krój, który już dawno wyszedł z mody. Ale trochę ciuchów, takich bardziej klasycznych w mniejszych rozmiarach zostawiłam. Mam nadzieję, że niedługo ubrania w rozmiarach 46-44 będą na mnie a nie w szafie. :-)
A i dziś kupiłam nowy dzbanek ze szklaneczkami. Od razu wypróbowałam robiąc wodę z mandarynką. Pyszna odmiana. :-)
 
Dzisiejsze jedzonko:
6.45 owsianka z rodzynkami i morelami ( trzeba pomyśleć o jakiś orzechach).
11.00 chleb razowy owsiany (1), wędlina, papryka, ogórek kiszony, kawa z mlekiem.
15.00 szpinakowe kluski.
17.30 kawa z mlekiem.
20.00 pizza (2 kawałki, a wcześniej byłyby 4), lampka wina.

poniedziałek, 14 marca 2016

Ruch

Nigdy nie był moją mocną stroną. W szkole na wf ciągle ostatnia, sukcesów brak. W sumie to w szkole podstawowej zajęcia z wf były najgorszym przedmiotem.
Wiem, że nawet jak zrzucę kg, by ciało wyglądało dobrze muszę wprowadzić jakieś ćwiczenia. Wiem też, że ćwicząc pewnie kg będę tracić szybciej.
Tylko co i jak? Na moje problemy z kręgosłupem najlepszy byłby basen. Pływać nie umiem, zostaje aqua-aerobik. Na te zajęcia kiedyś chodziłam i nawet mi odpowiadały, ale tyle zachodu z tym basenem, a zajęcia późno lub w porze usypiania córki...
W domu mam też np. hula-hop. Kupiłam z wypustkami masującymi dla lepszych efektów. Po kilku dniach miałam siniaki jakby mnie ktoś pobił. Odstawiłam...i tak leży.
Jest i piłka duża w piwnicy... ale co z nią robić?
Są kije do nordic-walking, ale....  nie znam dobrze techniki chodzenia. A jak trochę pochodzę to zaczynam kuleć.
Jest niedaleko klub finess, ale...  ja nigdy jeszcze w takim profesjonalnym nie byłam. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale taka prawda. Do tego trzeba kupić odpowiednie buty i strój...no i jeszcze to nadmierne pocenie...
Bieganie - szczerze nienawidzę.
Rower- trochę zimno jeszcze.
Z drugiej strony widzę, że kondycji nie mam żadnej. Głupio mieć zadyszkę wchodząc na 2 piętro.
I co tu wymyśleć by jednak jakiś ruch był? Ze dwa razy odbyłam jakiś spacer 1,5-2 km (aplikacja endomondo), ale po jakimś czasie pojawiały się problemy z nogą. Jest to temat do przemyślenia....
 
Menu:
6.30 owsianka z jabłkiem i cynamonem (miałam małą wspólniczke).
10.30 chleb owsiany, serek wiejski, papryka, kawa z mlekiem.
14.30 sałatka z kurczakiem jednak sos majonezowy (kupiona na mieście).
17.00 karkówka pieczona, ziemniaki, surówka z kapusty kiszonej.
Kawa z mlekiem.
Mało wody wypiłam i ból głowy gotowy.

niedziela, 13 marca 2016

Małe radości.

Często nie zauważam drobnych pozytywów, które daje mi życie. Dziś o jednym z nich! Zauważyłam, że spodnie luźniejsze! :-) Są to spodnie, których nie noszę na co dzień. Dziś też miałam wrażenie, że jakieś takie dłuższe te spodnie ;-) Taka mała rzecz, a cieszy!!! Mam nadzieję, że do świąt pewna spódnica będzie dobrze leżeć i pozwoli oddychać.

A i dziś oglądałam kolejny odcinek "Wiem co jem na diecie". Było o zakupach - co kupować, co unikać. No i serek wiejski - "przyjacielem kobiety na diecie", więc jutro na drugie śniadanie będzie. A i jeszcze był przepis na bardzo podobną zupę, którą gotuję i wczoraj i dziś miałam na kolacje. Miłe to! Czyli jestem na dobrej drodze!!!!! :-)
 
Dzisiejsze jedzonko:
8.30 chleb ziarnisty, rogal wieprzowy, ogórek kiszony, kawa z mlekiem.
12.00 koktajl z jogurtu i truskawek z otrębami.
15.00 ziemniaki, karkówka pieczona, surówka z selera, jabłek i rodzynek.
18.00 mozarella (2 plasterki), pomidor, oliwa , czosnkiem, 1/2 kromki chleba.
20.00 zupa warzywna z kawałkami gotowanego kurczaka, kromka chleba owsianego.

sobota, 12 marca 2016

Gorszy dzień

Niby sobota, niby wszystko na spokojnie, ale... Dziś mam jakiś gorszy dzień. Brak pomysłów na posiłki, totalnie rozjechane godziny ich spożywania.... Jakoś mało wody....I ciastka jakoś dziś wyjątkowo kuszące... Małe podjadania... I jakaś dziwna senność i niezorganizowanie.
Liczę, że jutro będzie lepiej.
 
Jadłam tak:
8.30 parówki z szynki (1,5), chleb wieloziarnisty (2) z masłem ( zero warzyw).
10.30 kawa z mlekiem, marchewka ( ale połączenie).
15.00 ziemniaki, duszone serduszka z pieczarkami, surówka z kapusty  kiszonej.
18.00 surówka z marchewki i brzoskwini.
21.00 zupa cukiniowa (ziemniak, marchewka, fasolka szparagowa, papryka, cukinia, pomidory), piętka bułki, garść paluszków.
Eeee.... Nawet tak źle to nie wygląda jak mi się wydawało. Tylko ta długa przerwa, w której podjadłam kawałek bułki, 2 plastry wędliny i oblizywanie noża. ;-)  jeszcze sok z kapusty kiszonej, który zapewnił mi wzdęcia.

piątek, 11 marca 2016

Dieta kojarzy mi się...

...z głodowaniem, męką, burczeniem brzucha, monotonią..... Nie brzmi zbyt zachęcająco. Dieta kojarzy mi się też z określonymi produktami,: biały ser, drób, warzywa, warzywa, ryby i jeszcze raz warzywa. Mam wrażenie, że dużo diet nie będących jednoskładnikowymi czy mocno eliminacyjnymi ma jako składniki bazowe wymienione wyżej. I cóż??? Bywa to denerwujące. Ostatnio chyba właśnie dużo tych produktów jem. Uświadomiłam sobie, że z rybami trochę gorzej więc nadrobiłam. Z rybami też muszę się chyba bardziej zaprzyjaźnić ;-) A i jeszcze widzę, że ciężko kupić w sklepie coś co może być drugim śniadaniem i jest w miarę zdrowe. No dobra! Jest serek wiejski...ale codziennie??? W jednym ze sklepów (A&K) blisko mojej pracy są fajne sałatki i surówki (Dolina Smaków). Bez chemii, z krótkim składem, krótkim terminem ważności. Nastawiłam się, że właśnie ich surówka z marchewki i brzoskwini będzie na 2 śniadanie. A tu ZONK ... nie było. Zaczełam rozglądać się po sklepie co by tu można zjeść. I tak drożdzówki, bułki i .... No może jeszcze jogurt albo owoc. W koncu zdecydowałam się na owsiankę taką zalewaną wrzątkiem w saszetce i całkiem, całkiem.
 
Piątkowe jedzenie:
6.30 jajecznica ze szczypiorkiem chleb (2 kromki) pełne ziarno.
11.00 owsianka z malinami i żurawiną ( gotowiec), kawa z mlekiem.
14.45 makaron razowy z sosem warzywnym i cieciorką.
20.00 łosoś smażony ( nie rozmrozilam wcześniej), miks sałat i ziarnami, omlet ( po córce).

czwartek, 10 marca 2016

Jak moja waga utrudnia mi życie?

BARDZO!!!!! I to w wielu dziedzinach! Będzie wyliczanka.
1. Zadyszka- nawet przy niewielkim wysiłku.
2. Zdrowie - o tym już pisałam.
3. Gorsze samopoczucie.
4. Niższa samoocena.
5. Pogardliwe spojrzenia, dziwne uwagi.
6. Większa potliwość.
7. Zatarcie ud.
8. Uboga szafa - mało ubrań, mało urozmaicone, kiepskie fasony.
9. Dół na zakupach ubraniowych.
10. Dyskomfort trawienny.
11. Szybko niszczone buty.
12. Postrzeganie przez innych jako osoba mniej kompetentna, mniej zorganizowana.
13. Gorszy, rzadszy seks.
14. Uwagi o diecie i odchudzaniu w moim towarzystwie.
15. Utrudniona aktywność fizyczna.
I tak można by pisać długo. :-(

Dzisiejsze menu:
8.30 bułka grahamka z masłem, białym serem i dżemem, kawa z mlekiem.
12.00 jogurt naturalny z otrębami i bananem.
16.00 gulasz z indyka, kasza gryczana, buraczki.
18.00 1/2 szklanki soku warzywno-owocowego.
20.00 chleb całe ziarno, galaretka drobiowa, szynka, sałata, papryka, herbata.

środa, 9 marca 2016

Podsumowanie tygodnia

Minął tydzień od ostatnich pomiarów. Stanęłam dziś na wadzę i zobaczyłam 93.6 kg. I od razu banan na twarzy! W ciągu tygodnia straciłam 1,2 kg!!!!! Wiem, że to większość pewnie woda, zwłaszcza, że w tamtym tygodniu byłam przed miesiączka i woda lubi się wtedy zatrzymywać. Ale na ten moment cieszę się tym co jest!!!!! :-)))))) BMI jest 32,3 a było 32,5.
Wiem, że to niewiele, ale czas też krótki.
Pozostałe pomiary będę robić raz w miesiącu. Tu trochę się boję, że nie będzie zbyt wielkich efektów bo by je zobaczyć potrzeba dołożyć jeszcze jakąś aktywność fizyczną i tu jest mały problem (ale o tym nie dziś).
Jak się czuję. Mam wrażenie, że o dziwo mam więcej energii. No może wyjątkiem był poniedziałek gdzie padłam jak mucha. Zawsze próbując się odchudzić bałam się, że będę głodna. W ostatnim tygodniu zdarzyło mi się to tylko kilka razy. Zazwyczaj gdy zrobiłam sobie za długa przerwę, czyli na własne życzenie. Udaje mi się więcej zrobić (nie wiem, może to też zasługa planowania), jestem mniej "oklapła". Z pewnością jem zdrowiej, kolorowo, bardziej urozmaicono. Mniej podjadam :-)

Dzisiejszy menu:
7.30 owsianka z chai, jabłkiem i cynamonem.
11.30 kawa z mlekiem, kanapka: kromka chleba ziarnistego z masłem, szynką, jajkiem, rukolą, papryką i szczypiorkiem.
14.30 ziemniaki, gulasz z indyka, surówka: seler, marchewka, jabłko, sos jogurtowo-chrzanowy.
17.30 sok warzywno-owocowy ( marchew, jabłko, pomarańcza, burak, imbir).
20.00 roladki szynkowe z twarożkiem z miksem sałat, 1 styropian.

wtorek, 8 marca 2016

Fajnie być kobietą

Dziś Dzień Kobiet, więc będzie o tym jak fajną kobietą jestem i co w sobie lubie. Pomimo, że wpis ten odbiega trochę od tematyki bloga to i tak go tu daje. Mam wrażenie, że kobiety mają tendencje do podkreślania swoich wad a pomijania, bagatelizowania swoich mocnych stron.

To lecimy:
1. Jestem wrażliwa.
2. Jestem empatyczna i sympatyczna.
3. Jestem fajną żoną i mamą.
4. Jestem otwarta.
5. Mam umysł ścisły.
 
I w wyglądzie:
1. Paznokcie i dłonie.
2. Włosy.
3. Figura- talia, biodra jak trochę schudnę to będą lepiej widoczne ;-)
4. Biust- nie muszę nosić push-up'ów.
5. Cera - przy minimum pielęgnacji ma się nieźle.
 
Jednym słowem FAJNA BABKA JESTEM!!!!
 
A jak sobie dziś dogadzałam?
6.30 owsianka na mleku z truskawkamu i musem truskawkowym ( dodatek do serka wiejskiego- mega słodkie bleeee).
10.30 twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem, chleb wieloziarnisty, kawa z kakao.
15.00 bakłażan faszerowany ( kasza jaglana, cebula, papryka, pieczarki, pomidorowy sos, ser żółty) z sosem czosnkowym na jogurcie. Pycha było,!!!! Zjadłam wszystko z chytrości, mega syte.
20.00 zimne nóżki, chleb wieloziarnisty.
Troche długie przerwy. I coś duże te moje dania.

poniedziałek, 7 marca 2016

Sen

Dopiero poniedziałek, a ja już taka jakaś zmęczona. Pewnie wpływa na to deszczowa pogoda lub "te" dni. Już kilkakrotnie docierały do mnie informacje, że chcąc stracić kg należ też zadbać o 7-8 godzin snu. Gdy się jest wyspanym to nie podjada się tak często i organizm mniej energii potrzebuje. Więc  DOBRANOC!!!
 
Dzisiejsze menu:
6.30 owsianka z nasionami chai, mus jabłko+brzoskwinia, mleko.
9.30 sałatka z wczoraj z obiadu + kurczak, feta,  chleb ziarnisty
12.30 co wyżej
16.30 ziemiaki, kurczak, sałatka selera, buraczki.
20.00 zupa ogórkowa.

niedziela, 6 marca 2016

Próbuje nowości- kasza jaglana

Moje ostatnie wpisy mam wrażenie, że jakieś takie mało optymistyczne. Liczę na to,  że niedługo będą pisać o ubywających kg i będzie więcej optymizmu w kolejnych postach.
Postanowiłam, że w ramach wprowadzania zdrowych nawyków będę próbować nowych produktów. Oczywiście tych o pozytywnym wpływie na zdrowie. :-)
Dziś na tapetę poszła kasza jaglana! Dużo o niej czytałam. Dawałam córce do zupy. Dziś spróbowałam sama w wersji śniadaniowej, na słodko. Zrobiłam ją z jabłkami i cynamonem. Bałam się trochę jej specyficznego zapachu podczas gotowania, że to przełoży się na smak dodałam więc pół łyżeczki oleju kokosowego. Jak wrażenia? Nie jest to na pewno miłość od pierwszego kęsa. Ale złe też nie było ;-) Czeka nas proces adaptacjj. Podobnie było z owsianką. Początkowo moja owsianka to był multum dodatków, by zamaskować smak. Stopniowo było coraz mniej. Teraz już się lubimy :-) Jest jeszcze jeden powód by jaglankę zrobić ponownie - posmakowała mojej córce, a ona mało chętna na nowości. :-)
 
Dzisiejsze jedzonko:
8.20 jaglanka z jabłkiem, cynamonem i migdałami (w szoku byłam jak długo byłam najedzona).
10.00 kawa z mlekiem.
12.00 sok warzywno- owocowy ( burak, pomarańcza, marchew, jabłko, seler, imbir) + wafelek styropian.
15.00 kurczak pieczony, ziemniaki, surówka ( miks sałat, cebula, papryka, kukurydza, miks ziaren, oliwa z oliwek)
17.45 jogurt naturalny
20.00 sałatka ( por, ogórek kiszony, jajko, szynka, jogurt+musztarda), kromka chleba pasterskiego z masłem.

sobota, 5 marca 2016

Zjedź jeden kawałeczek...

Dziś planowałam napisać o czymś innym, ale co się odwlecze to nie uciecze :-)

A dzisiaj słów kilka o namawianiu. Matyldo! Jak ja tego nie znoszę!!!!!! A jak postanawiam zrezygnować z pewnych produktów mam wrażenie, że inni mnie sprawdzają czy wytrwam. Ile razy można powtarzać, że nie ma się na coś ochoty lub czegoś się nie je. I te argumenty: "jeden kawałek nie zaszkodzi", "w gościach się nie odmawia", "jutro zjesz mniej i się wyrówna", " tyle się napracowałam przy tym", " co ja teraz z taką ilością jedzenia zrobię, będę musiała wywalić", "spróbuj choć odrobinkę" itd., itp.   A i na wszelki wypadek jeszcze do domu zapakują. Ludzie błagam zrozumcie jak mówi NIE to znaczy NIE!!! Teraz rozumiem co czują osoby, które przestały np. pić alkohol.
Najlepsze jest to, że te same osoby, które namawiają mnie na jedzenie dostrzegają problem nadprogramowych kilogramów. Zaraz potem pada hasło typy: " no, trochę przytyłaś", " w sukience lepiej wygląda się, jak się ma nadwagę, można więcej zatuszować", "ostatnio schudłam 3 kilo", "ważę 66 kg" (chyba nie oczekujesz, że powiem Ci ile ja ważę :-p ). To na prawdę jest dobijające. Chciałabym w takich sytuacjach usłyszeć słowa szacunku dla moich decyzji i wsparcia.
 
Dziś z jedzeniem był trochę większy luz z racji rodzinnej imprezki. Ale dałam sobie na nie pozwolenie :-)

8.15 chleb sojowy (2 kromki) z masłem i miksem sałat, 1,5 jajka na miękko- twardo i papryka.
11.00 sałatka owocowa: banan, jabłko, pomarańcza, jogurt naturalny i otręby.
14.30 indyk po indyjsku, ryż ( niestety biały- byłam przekonana, że mam brązowy a tu zonk).
18.00-20.00 kawa z mlekiem i 1/2 łyżeczki cukru, 2 kromki chleba, sałatka ( jajka, ananas, szynka, seler konserwowy, sos majonezowy), szynka (1 plaster), galareta drobiowa, ogórki z curry,  barszcz czerwony i mały pasztecik.

piątek, 4 marca 2016

Badania

Już od dłuższego czasu obiecywałam sobie, że zrobię sobie badania. Ostatnie miałam robione po urodzeniu córki, czyli ponad trzy lata temu. Wybrałam dwa zestawy badań: ogólny i tarczycowy. Ten tarczycowy to z taką opcją, że może jest jakiś problem z hormonami, który byłby usprawiedliwieniem dla mojej wagi.
Przekonałam się dziś jak ważne jest śniadanie. Od dzieciństwa wpojona miałam, że z domu z pustym żołądkiem się nie wychodzi. Sama też wiem, że źle się czuję. Dziś wstałam o 6.30, a śniadanie jadłam dopiero po 9 i już miewałam momenty, że czułam, że zaczynam odczuwać słodycz w ustach co u mnie jest zapowiedzią zasłabnięcia.
Wyniki badań odebrałam przez Internet i oczywiście zaczęłam szukać co one mogą znaczyć. Większość parametrów mam w normie, choć często przy dolnej granicy. Poza normą mam OB, czyli jakiś stan zapalny. Podwyższony cholesterol całkowity i ten "zły". Dodatkowo jakieś ciała ketonowe w moczu, czyli kolacja wczoraj to za mało bo mój organizm odbiera to jak głodzenie. Tarczyca super, więc nie ma usprawiedliwienia na moją wagę innego niż obżarstwo. No cóż trochę doła złapałam :-( Zastanawiam się czy nie skonsultować tych wyników z lekarzem.
 
A teraz dzisiejsze menu:
9.15 serek wiejski z rzodkiewką i szczypiorkiem, 2 kromki chleba z soją, kawa z mlekiem.
13.00 surówka marchewka+brzoskwinia.
16.10 pierogi ruskie z masłem (9 szt) - jakoś dziwnie się po nich czułam.
20.00 sałatka: miks sałat, cebula, papryka, kukurydza, ser feta, oliwki, miks ziaren, oliwa, chleb z soją.

czwartek, 3 marca 2016

Jak to zrobić????

Wiem, że mam dużo kilogramów do stracenia. Wiem, ile powinnam ważyć. I teraz jest pytanie: jak to zrobić? Na usta ciśnie się odpowiedz: jak najszybciej!!! Ale wszystkie diety o jakich czytałam, które obiecywały szybki spadek wagi to diety bardzo drastyczne, po których efekt jojo murowany. A ja chcę kilogramy stracić na dłużej, a nie żeby mi ich przybyło. Zostaje więc metoda małych kroków i systematyczności.
Z racji tego, że to nie moja pierwsza walka z przeklętymi kilogramami trochę już poczytałam, słyszałam. Mam pomysł i ogólne założenia. (Choć chyba powinnam zacząć od dietetyka, ale to jednak kasa). Dodatkowo kopa mi dał program Kasi Bosackiej (którą bardzo cenię) WIEM CO JEM NA DIECIE. Będę go śledzić i czerpać inspiracje (to właśnie dzięki temu programowi pisze te krótkie notatki.

Założenia mam takie:
  • 5 posiłków;
  • co mniej więcej 3-4 godziny;
  • więcej białka;
  • woda (2l to pewnie nie dam rady, ale 1,5 powinnam);
  • więcej warzyw;
  • owoce tylko w pierwszej części dnia,
  • śniadanie zawsze,
  • kolacja ok 2 godziny przed snem.

I cóż dziś mi się trochę posypały :-( Muszę to jakoś tak dobrze z pracą pogodzić, bo w różnych dniach, w różnych godzinach pracuje i nie zawsze jest możliwość zjedzenia posiłku w określonym czasie. Po dzisiejszym dniu mam taki wniosek, że bardziej muszę planować jedzenie. No i jeszcze obiady... pewnie nie będą dietetyczne i zgodne zawsze z wymogami diety bo obiady są dla całej rodziny i nie zawsze jest możliwość i czas by ugotować 2 różne obiady.

Dzisiaj wyglądało to tak:
7.00 miska twarożku z rzodkiewką, szczypiorkiem, jogurtem naturalnym; 2 kromki chleba z soją z masłem
9.00 kawa z mlekiem i stawią
11.30 sałatka jarzynowa (kupna, niestety z majonezem, ale firma sprawdzona) , 3 wafle "styropianki"
14.00 banan i pół jabłka
16.15 indyk po indyjsku (kochany mąż zrobił), ryż (niestety biały)
21.00 (ałłłłłłłłłłłłłł!!!- córka nie chciała spać) miseczka gotowanej ciecierzycy (to chyba białko?), plaster sera feta.



środa, 2 marca 2016

Jak bym chciała by było?

No oczywiście, że chciałabym by było mnie mniej! DUŻO MNIEJ!!!!! Ale dokładnie ile? Sprawdziłam BMI i przy moim wzroście waga powinna być miedzy 54 a 72 kg. Wychodzi na to,  że powinnam zrzucić min. 23 kg. Dużo!!!!  I chciałabym nosić rozmiar 40 -42, a nie jak teraz 48-50 :-(
Cóż moja obecna waga to nie efekt kilku tygodni... Na obecny wygląd i wagę pracowałam na pewno ze 2,5 roku więc wiem, że w dwa tygodnie to na pewno nie schudnę tyle. Czas wyznaczyć sobie cele ... I nagrody za ich osiągnięcie :-)
89,9 kg na wadze - nowa bluzka koszulowa
84,9 kg na wadze -  nowa sukienka
79.9 kg na wadze-  tu jeszcze nie mam pomysłu...
 
I dzisiejsze jedzonko - wg mnie może trochę dużo, ale bez podjadania i w miare dobrze czasowo rozłożone.
7.00 owsianka na mleku z jabłkiem i 2 suszonymi morelami, cynamon.
10.00 jajecznica (2 jaja), 2 plastry szynki, 1/2 plastra żółtego sera, szczypiorek, 1/4 papryki, rzodkiewka, 2 kromki ciemnego chleba, kawa z mlekiem i stewią
13.15 gruszka
16.00 zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym i warzywami, surówka z marchwi i selera
17.30 kawa z mlekiem i stewią
20.00 sałatka: cieciorka, brokuł, ogórek kiszony, 1/2 jogurtu naturalnego.

wtorek, 1 marca 2016

Jak jest?

JEST ŹLE!!!! to tak w jednym słowie. A jak to dokładnie wygląda? Będą liczby:
Wzrost: 169 -170cm.
Waga: 94,8 kg.
Co daje BMI : 32,5!!!!!!
czyli OTYŁOŚĆ (nadwaga jednak lepiej brzmi i pewnie wygląda)
Biust: 113cm.
Talia: 98cm ( ciężko to talią nazwać :-( )
Biodra: 123cm
Udo: 72 cm.
A wszystko to wygląda tak:
 
 
 
Jest mi wstyd wrzucać takie zdjęcia, ale niech to będzie kara i mam nadzieję na ostrzeżenie dla mnie. Liczę na to, że będę się zmniejszać we wszystkich wymiarach i że wyglądać też będę lepiej. Następne pomiary za tydzień w środę.
 
Ale chciałam się pochwalić od 3 tygodni nie jem słodyczy i ubyło mi prawie 2 kg. No dobra może coraz częściej dżemik się pojawia, ale dla mega słodyczożercy uważam, że jest nieźle.
 
I dzisiejsze menu: (musze napisać jeszcze o założeniach)
Śniadanie 6.30: owsianka z suszonym morelami ( bo deszcz więc trzeba sobie trochę słońca dodać) i orzechami laskowymi.
2 śniadanie ok 11: kromka z masłem i szynką, kromka z białym serem i dżemem, kawa z mleczkiem.
Obiad ok 16 : zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym, papryką, cukinią ( mało dietetycznie :-P)
Przekąska 18: 1,5 kabanosa
Kolacja 21.30 ( zdecydowania za późno): brokuł, feta, słonecznik, jogurt naturalny z czosnkiem, kromka ciemnego chleba, kromka z bułki ( dojadanie po córce).
 
Oj i widzę, że błędów i grzeszków dużo a i jeszcze przekąsiłam ze 2 paluszki. Może właśnie o to chodzi w tym spisywaniu....