Wczoraj nic nie naskrobałam, bo usypiając córeczkę sama usnęłam, a jak wstałam to już późno było więc tylko prysznic i spanie.
Spostrzeżenia z dwóch dni - znowu mi się godziny jedzenia rozjeżdżają. Niestety w pracy nie zawsze jest możliwość by zjeść wtedy co wypada. I dalej brak mi pomysłów na fajne jedzonko. Kusić zaczynają słodycze i inne niezdrowe przekąski. Do głosu dochodzą stare przyzwyczajenia. Ale od jutra tydzień wolnego, więc walczę dalej.
Spotkałam dziś znajomą, która też ma problem z wagą. Ponarzekałyśmy jak nam ona przeszkadza, jak źle się z nią czujemy, jak bardzo nie lubimy zakupów ciuchowych. I pojawiła się konkluzja: czy tak ma być? Czy może taka nasza natura, geny i pora to po prostu zaakceptować? Ale jak źle się czuję i tego nie lubię, nie lubię tego jak wyglądam i chyba nie mam ochoty tego akceptować. Chcę to zmienić! A samo się nie zrobi!!!!!!!! Więc ja WALCZĘ!!!!!!!!!!!
Przyszły spodnie.. no cóż jeszcze trochę ciasne. Ale nie odsyłam ich! Wierzę, że już niedługo będą na mnie dobre. A poza tym, że mocno opięte to wydają się wygodne.
Budyń jaglany, który zrobiłam w niedzielę, zrobiłam w takich ilościach, że dopiero dziś skończyłam. Jest bardzo sycący i trochę mało słodki. Ale już wiem jak go poprawić. Robiłam go tak. Kaszę jaglaną podprażam w garnku, dolewam wody (pół szklanki kaszy, szklanka wody). W połowie gotowania dałam daktyle ( następnym razem kilka więcej) i łyżeczkę oleju kokosowego i trochę wiórek kokosowych. Jak wystygła zmiksowałam ze szklanką mleka i 2 łyżkami kakao. Próbując dodałam jeszcze trochę miodu. Dziś jedząc ten mus-budyń przegryzałam go orzechami laskowymi. I to był hit! Następnym razem na pewno orzechy namoczę i zmiksuję z kaszą.
Święta się zbliżają wielkimi krokami. A że nie kupiłam sobie nic nowego do ubrania (bo chcę już coś w mniejszym rozmiarze, więc by poprawić sobie humor zrobiłam sobie hybrydy. Takie śliczne, pastelowe, turkusowe i różowe z efektem syrenki. Mała rzecz, a cieszy!!!
Wczorajsze jedzonko (godzin dokładnie nie pamiętam):
6.30 owsianka z jabłkami i cynamonem
10.00 kawa z mlekiem, chleb pełnoziarnisty z masłem, serek wiejski ze szczypiorkiem i papryką.
13.30 sok owocowy-smothie.
16.20 ziemniaki, rolada z piersi kurczaka ze szpinakiem i pasta z suszonych pomidorów, surówka z sałaty lodowej, kukurydzy i ananasa.
19.30 budyń jaglany.
Podjadałam orzechy laskowe.
I dzisiejsze:
6.30 budyń jaglany z orzechami laskowymi.
10.00 kanapka z wędliną i papryką.
12.30 kawa z mlekiem.
14.45 leczo z kiełbasą (z piersi kurczaka) i ryżem (niestety białym, bo zobaczyłam, że brązowy ma się 40 minut gotować a już bardzo głodna byłam).
19.45. kromka pełnoziarnistego chleba z pastą z suszonych pomidorów, wędliną i serem żółtym, sałatka (lodowa, kukurydza, papryka).
Jakoś boję się jutrzejszego ważenia...wydaje mi się, że nie będzie nic na minus. Oby nie było nic na plus...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz