środa, 30 marca 2016

Bilans tygodnia - ZERO!!!!!

Święta minęły jak zwykle szybko. Została pełna lodówka, choć obiecywałam sobie, że nie zrobię dużo by się nie zmarnowało. Wkurzam się bo jednak trochę jedzenia nam się marnuje :-(

Dziś cotygodniowe ważenie. Po świętach aż bałam się wchodzić na wagę. A tu nawet miłe zaskoczenie  -91,2 kg! Czyli dokładnie taka sama jak tydzień temu. Bilans wyszedł na 0!!!!!

Jak przeżyłam święta? Chyba rozsądnie. Były odstępstwa od zasad, ale przecież od tego są święta.
1. Starałam się zachowywać przerwy między posiłkami. Wiadomo, że nie było to zawsze 3-4 godziny. Ale tak 2,5 się udawało.
2. Mniejsze porcje. No ciasta to sobie nie odmawiałam, spróbowałam każdego!!! Ale normalne kawałki kroiłam na pół lub mniejsze nawet części i...
3. Delektowałam się każdym kęsem.
4. Odpowiednie proporcje na talerzu. Np. obiad: najpierw dużo surówek, mięso i dodatek węglowodanowy; do sałatki, wędlina i już bez chleba.
5. Piłam. Z alkoholu tylko lampka wina, a tak to herbatki i woda.


Teraz trzeba wrócić na właściwe tory! A w lodówce jeszcze tyle pyszności!

A i upiekłam sobie jagielnik, by wyrzuty sumienia były mniejsze ;-) Dobry mi wyszedł!!!

sobota, 26 marca 2016

Przedświątecznie

Czas "zostaw, to na święta" się zaczął. Z racji tego, że większą część świąt spędzamy u jednych lub drugich rodziców postanowiłam, że dużo jedzenia kupować i robić nie będę by się nie zmarnowało. I tak zrobiłam sałatkę i trzy placki: trociniak (tortowy taki), babka ( z torebki) i jagielnik ( chyba się polubimy z kaszą jaglaną z tego przepisu http://www.pinkenvelope.pl/2015/01/ciasto-z-kaszy-jaglanej.html ). I zaczęły się pokusy.... Tu spróbować, to wylizać, a czy smaczne.... Oj ciężko będzie.... I stare nawyki wracają typu wieczorem po kawałeczku każdego ciasta. Pilnować się trzeba. Patrzę realnie: w czasie świąt nie schudnę. Teraz tylko nie przytyć.....Ale jak to zrobić????????

czwartek, 24 marca 2016

Do przodu

Jeeeeest!!!! Wczorajsze ważenie pokazało - 0,8 kg!!!!! A myślałam, że nic nie będzie. Nie powiem jak to zobaczyłam to humor mi się poprawił i jakoś energii przybyło. Zaczynam wierzyć, że mi się tym razem uda!!!!!

wtorek, 22 marca 2016

Walka

Wczoraj nic nie naskrobałam, bo usypiając córeczkę sama usnęłam, a jak wstałam to już późno było więc tylko prysznic i spanie.
Spostrzeżenia z dwóch dni - znowu mi się godziny jedzenia rozjeżdżają. Niestety w pracy nie zawsze jest możliwość by zjeść wtedy co wypada. I dalej brak mi pomysłów na fajne jedzonko. Kusić zaczynają słodycze i inne niezdrowe przekąski. Do głosu dochodzą stare przyzwyczajenia. Ale od jutra tydzień wolnego, więc walczę dalej.
Spotkałam dziś znajomą, która też ma problem z wagą. Ponarzekałyśmy jak nam ona przeszkadza, jak źle się z nią czujemy, jak bardzo nie lubimy zakupów ciuchowych. I pojawiła się konkluzja: czy tak ma być? Czy może taka nasza natura, geny i pora to po prostu zaakceptować? Ale jak źle się czuję i tego nie lubię, nie lubię tego jak wyglądam i chyba nie mam ochoty tego akceptować. Chcę to zmienić! A samo się nie zrobi!!!!!!!! Więc ja WALCZĘ!!!!!!!!!!!
Przyszły spodnie.. no cóż jeszcze trochę ciasne. Ale nie odsyłam ich! Wierzę, że już niedługo będą na mnie dobre. A poza tym, że mocno opięte to wydają się wygodne.
Budyń jaglany, który zrobiłam w niedzielę, zrobiłam w takich ilościach, że dopiero dziś skończyłam. Jest bardzo sycący i  trochę mało słodki. Ale już wiem jak go poprawić. Robiłam go tak. Kaszę jaglaną podprażam w garnku, dolewam wody (pół szklanki kaszy, szklanka wody). W połowie gotowania dałam daktyle ( następnym razem kilka więcej) i łyżeczkę oleju kokosowego i trochę wiórek kokosowych. Jak wystygła zmiksowałam ze szklanką mleka i 2 łyżkami kakao. Próbując dodałam jeszcze trochę miodu. Dziś jedząc ten mus-budyń przegryzałam go orzechami laskowymi. I to był hit! Następnym razem na pewno orzechy namoczę i zmiksuję z kaszą.
Święta się zbliżają wielkimi krokami. A że nie kupiłam sobie nic nowego do ubrania (bo chcę już coś w mniejszym rozmiarze, więc by poprawić sobie humor zrobiłam sobie hybrydy. Takie śliczne, pastelowe, turkusowe i różowe z efektem syrenki. Mała rzecz, a cieszy!!!

Wczorajsze jedzonko (godzin dokładnie nie pamiętam):
6.30 owsianka z jabłkami i cynamonem
10.00 kawa z mlekiem, chleb pełnoziarnisty z masłem, serek wiejski ze szczypiorkiem i papryką.
13.30 sok owocowy-smothie.
16.20 ziemniaki, rolada z piersi kurczaka ze szpinakiem i pasta z suszonych pomidorów, surówka z sałaty lodowej, kukurydzy i ananasa.
19.30 budyń jaglany.
Podjadałam orzechy laskowe.

I dzisiejsze:
6.30 budyń jaglany z orzechami laskowymi.
10.00 kanapka z wędliną i papryką.
12.30 kawa z mlekiem.
14.45 leczo z kiełbasą (z piersi kurczaka) i ryżem (niestety białym, bo zobaczyłam, że brązowy ma się 40 minut gotować a już bardzo głodna byłam).
19.45. kromka pełnoziarnistego chleba z pastą z suszonych pomidorów, wędliną i serem żółtym, sałatka (lodowa, kukurydza, papryka).

Jakoś boję się jutrzejszego ważenia...wydaje mi się, że nie będzie nic na minus. Oby nie było nic na plus...

niedziela, 20 marca 2016

Małe "co nie co".

W przeciwieństwie do wczoraj, dziś bardzo fajny dzień. Wyspałam się i tak jak planowałam w piątek trochę zwolniłam. I dziś sobie dogadzałam kulinarnie. Trochę nowości i wyszło pysznie.
Z plusów dnia dzisiejszego- bardzo przydatny odcinek "Wiem co jem na diecie". Napiszę o tym w najbliższych dniach.
Córka zrobiła sobie drzemkę w dzień, więc matka siadła do lapka i zamówiła sobie spodnie takie trekkingowe. Bo góry kocham, mam nadzieję, że w tym roku też tam pojedziemy. Liczę na to, że spodnie przydadzą się nie tylko w górach i że 46 rozmiar będzie dobry.
Korzystając z okazji, że mam trochę czasu dla siebie poszukałam ćwiczeń dla osób z nadwagą i otyłością i z 15-20 minut poćwiczyłam. No dobra 10 minut to rozgrzewka była. Ale to lepsze niż nic!!!!! Wyczytałam u blogerki Hrabianki, że warto zacząć od 10 minut i stopniowo zwiększać. Mały krok zrobiony.
I dzisiejsze przyjemności jedzeniowe:
7.30 2 kromki- jedna z serem żółtym, druga z filetem z indyka z papryką i kiełkami.
10.30 kawa z mlekiem, gruszka.
14.15 kasza gryczana nieprażona, filet z kurczaka z pastą z suszonych pomidorów, szpinakiem i mozarelą, surówka z pora i marchewki z łyżką śmietany.
17.30 małe "co nie co" czyli czekoladowy budyń z kaszy jaglanej. Mniam!!!! I zostało na jutro!!!
20.00 zupa kalafiorowa ze śmietaną (dojadanie po dziecku dlatego ze śmietaną).